|
piątek, 30 grudnia 2011
something is ending...
niedawno minęły trzy lata spędzone na pisaniu w tym miejscu czwarty rok już nie minie nie minie bo to ostatni wpis na tym blogu z nierównym choć urokliwym numerem 171 długo się zastanawiałem nad tym zakończeniem czy ma ono nastąpić i kiedy bo przywiązałem się do tego miejsca choć początkowo myślałem że takie pisanie o sobie i o niczym znudzi mi się po kilku wpisach a jednak trwało z większymi bądź mniejszymi przerwami tyle czasu zdałem sobie jednak sprawę że mouthwideshut nie przystaje już do mnie bo coraz częściej mówię o tym, o czym nie mówiłem a kiedyś nawet bałem się pomyśleć i ja sprzed trzech lat nie przystaje już do tego z teraz znika więc krikrakren zbitka sylab wymyślona kilka lat temu by po raz pierwszy zalogować się na pomarańczowym portalu i poraz pierwszy poznać kogoś na spotkanie znika krikrakren bo coraz częściej mam wrażenie że jest on częścią przeszłości i nie przystaje do tego co teraz a tym bardziej nie będzie przystawać do tego co nadejdzie czy tak jest naprawdę, pewnie się kiedyś okaże ...
poniedziałek, 26 grudnia 2011
comfort and joy
święta, święta i po świętach w tym roku znów na spokojnie bo w niewielkim gronie sześcioosobowym które po Wigilii zmalało o dwie osoby z roku na rok coraz mniej czuje ten okres z kilkudniowego, prawdziwie magicznego święta coraz bardziej zamienia się on w wiekszą kolację która od innych spotkań rodzinnych różni tylko to tym że przed posiłkiem czytane jest Pismo Święte potrawy pozbawione są mięsa w rogu pokoju stoi świecąca choinka pod którą leżą zawienięte prezenty a wieczorem śpiewanych jest kilka zwrotek kilkunastu kolęd niezwykłość tego czasu gdzieś uciekła i z roku na rok ucieka chyba coraz bardziej ostatnie dni były dość dziwne bo jednocześnie radosne i gdzieś podskórnie smutne bardzo melancholijne bo pewnie jedne z ostatnich w takim składzie bardzo wspominkowe bo co nie kolejna kolęda z cd lub świąteczna piosenka to tysiąc wspomnień z dzieciństwa które już nie wrócą, a które są takie miłe choć oczywiście nie wszystkie ale gro jest szczęśliwych i tak jakoś minęły te dni z uśmiechem na twarzy ale też gdzieś ze łzą wzruszenia, tęsknoty, zamyślenia w oku największą przy dzieleniu się opłatkiem gdy moja mama podełwszy do mnie spojrzała mi spokojnie w oczy i powiedziała po prostu: kocham Cię żadne inne słowa nie były już potrzebne ten wzrok i te dwa słowa mówiły wszystko ... P.S. jeszcze raz ktoś skomentuje to w jaki sposób smaruję sobie chleb masłem, a chyba wyjdę z siebie...
sobota, 17 grudnia 2011
nausea
mdli mnie od tygodnia albo dwóch nie wiem dlaczego ale niedobrze mi cały dzień od rana do wieczora przed jedzeniem jak i po nie wiem czemu niby nie mam się czym denerwować niby niczym się nie denerwuję niby nic się nie dzieje więc nie ma powodu do takich stanów do takich objawów ale mnie mdli oby niedługo przestało ...
czwartek, 15 grudnia 2011
le male
wczoraj byłem na zakupach między innymi w poszukiwaniu zimowych butów które nie wyglądałyby jak buty zimowe zadanie niewykonalne bo oczywiście nic nie ma a to co jest albo mi się nie podoba albo jest niewygodne nieważne wychodząc z galerii zaszedłem do douglasa tak z ciekawości bo nie mam perfum żadnego a dobrze by było jakieś mieć i tak psikając na kolejne papierki odganiając panie ekspedientki które koniecznie chciały to robić za mnie i dobierać mi zapach trafiłem na perfum które chodzi za mną od dłuższego już czasu dawno temu widziałem w kinie jego reklamę (klik!) od razu się zauroczyłem bo miała w sobie coś niezwykłego bardzo zmysłowego ale i wcześniejsze kampanie tej marki również mi się bardzo podobały w szczególności plakaty widziane tu i ówdzie cóż zawsze miałem słabość do marynarzy a oni właśnie pojawiaja się w reklamach tej marki z ciekawości jak pachnie to, co tak dobrze wygląda spryskałem papierek a ponieważ to co poczułem mi się spodobało wychodząc z douglasa spryskałem się sam na szyi, więc też trochę na kurtce by zobaczyć jak leży ten zapach na mnie przyjemny, słodki, nietypowy cudo i tak zachwycam się nim od wczoraj czując go wczoraj na sobie dziś jeszcze trochę na ubraniach jedyne co mnie nie zachwyca to cena zdecydowanie mi się nie podoba ...
wtorek, 13 grudnia 2011
no guarantees
notka z cyklu marudnych... kiedyś, gdy byłem jeszcze mały wydawało mi się, że na każdego przyjdzie kiedyś pora że każdy kiedyś trafi na swoją drugą połówkę będzie mógł przeżyć wielką miłość jedni później, drudzy trochę wcześniej ale w końcu dwie poszukujące dusze się odnajdą nie wiem skąd mi się wzięło takie myślenie być może stąd, że wyrosłem w bardzo udanym domu i takie znalezienie przyjaciela, drugiej połówki wydawało mi się być czymś naturalnym, oczywistym im dłużej jednak żyję im dłużej przyglądam się rodzinie wymuszonym związkom moich znajomych tym coraz bardziej widzę że moja wymarzona miłość to rzadkość, która zdarza się zdecydowanie zbyt rzadko bo jeśli o prawdziwych przyjaciół w tym świecie tak trudno to co dopiero marzyć o znalezieniu swojego uzupełnienia? przyjaciela z domieszką chemii będąc do tego w jakimś tam stopniu wymagającym nie rzucającym się na każdą szansę byleby tylko z kimś być jak to robią i robili wielokrotnie moi znajomi dlatego coraz częściej zdaje sobie sprawę z tego i coraz mocniej staram się oswoić z myślą że być może nigdy nie spotkam w swoim życiu tego jedynego że nigdy się w nikim nie zakocham i co ważniejsze nigdy nikt nie zakocha się we mnie że nie będę miał tyle szczęścia by spotkać na swojej drodze kogoś do kogo poczuję coś więcej do kogo zbliżę się na odległość bliższą niż stosunki typowo przyjacielskie bo nie każdy ma tyle szczęścia nie każdemu jest to pisane i nie ma żadnego argumentu za tym żeby akurat mi się udało spotkać swego puzzle'a może więc lepiej przestać o tym wreszcie marzyć? hmm choć z drugiej strony wiem, że wszystko może się zmienić w przeciągu zaledwie sekundy że ten lodowaty stan może skończyć się w mgnieniu oka przez nową wiadomość odczytaną na jednym z portali przez kliknięcie na nieznany profil przez przypadkowe spotkanie choć w to ostatnie wierzę najmniej ale kto wie? zdarzyć się może wszystko tylko, że chciałoby się tak bardzo by zadziało się to szybciej by już się wreszcie wydarzyło bo to czekanie w nieskończoność bez żadnych pozytywnych widoków na horyzoncie jest już potwornie męczące i choć wiem, że dzieje się to co ma się dziać że życie toczy się dokładnie tak, jak ma się toczyć to nadziei mam mniej niż kiedyś coraz mniej ...
poniedziałek, 12 grudnia 2011
unspoken
chciałbym wiedzieć tak po prostu nie do końca ale jednak zobaczyć błysk małą iskrę coś wiedzieć czy nie mam urojeń czy nie są to tylko moje pragnienia czy te gesty te spotkania te miłe spacery są czymś więcej czy jednak nie czy mają szansę przekształcić się w coś więcej czy jednak nie chciałbym wiedzieć czy mogę marzyć cieszyć się na to co nadejdzie na to, na co czekałem od tak dawna czy mam traktować tę znajomość jednak zwyczajnie jako kolejną przyjaźń nic poza tym gubię się im dłuższe są przerwy tym coraz mniej wiem coraz bardziej wątpię czy jestem kimś więcej? czy może jestem za bardzo niecierpliwy? a może sobie to wszystko tylko dopowiedziałem? i szansy nie ma wcale? ... lift me up! lift me over it!
wtorek, 06 grudnia 2011
circle
przedziwne scenariusze pisze życie daje do myślenia długo po czasie niespodziewanie potrafi odwracać sytuację stawiać nas w położeniu innych osób i tak właśnie ostatnio ze zdumieniem spostrzegłem że właśnie przerzuciło mnie o 180 stopni ukazując tym samym pewną sytuację z przeszłości z zupełnie innej strony w całkowicie innym świetle dzięki czemu ją zrozumiałem wreszcie dwa lub trzy lata temu ktoś zaczął myśleć, że czuje do mnie coś więcej że relacja między nami jest czymś więcej niż tylko przyjaźnią co dla mnie było ciężkie do zrozumienia bo niezwykłym mi się wydawało być że od zwykłych spotkań raz na jakiś czas od normalnych, choć przyjemnych rozmów braku jakichkolwiek innych sygnałów niekiedy wręcz odmawianiu wspólnego towarzystwa relacji czysto koleżeńskiej uczelniano internetowej można do kogoś poczuć coś więcej teraz sam znalazłem się w pewnym sensie w podobnej sytuacji gdy pewne spotkania normalne choć przyjemne smsy i brak silniejszych sygnałów przynoszą mi ogrom radości powodują uśmiech na twarzy budują nadzieję na coś więcej dziwne jest to życie ...
niedziela, 04 grudnia 2011
too
za młody za stary za mądry za głupi za cichy za niski za wysoki za szczupły za spokojny zbyt powolny zbyt strachliwy zbyt jednostajny zbyt zamknięty zbyt myślący za poważny za brzydki za smutny za dziwny za bliski za daleki za stały za nudny za inny ja ...
piątek, 02 grudnia 2011
become a memory
jak ten czas szybko leci dokładnie tydzień temu właśnie o tej porze wysiadałem z pociągu w Krakowie weekend zleciał błyskawicznie a już rozpoczyna się następny od kilku dni przeglądam zdjęcia które udało mi się wtedy zrobić i jakoś nadal nie potrafię uwierzyć że w tych wszystkich miejscach które zostały na nich uwiecznione naprawdę byłem że nie są to obrazki z czyjejś wycieczki ale, że naprawdę byłem w Krakowie i widziałem wszystkie te cudowne miejsca na własne oczy nie wiem czemu ale od kilku lat mam coś takiego że nie do końca czuję to co się dzieje dookoła mnie pamiętam wiem, że pewne rzeczy przeżyłem pamiętam, że się zdarzyły ale są one jakoś dziwnie odległe jakby wyblakłe choć może i zdarzyły się niedawno to mam wrażenie, że minęły od nich lata dziwne to to tak jakbym nie do końca czuł że te wspomnienia są moje tak jakbym nie czuł, że żyję bo choć widzę, przeżywam, cieszę się z tego co było to jednak jakby nie w pełni nie wiem z czego to wynika może to przez czas, który leci za szybko i który błyskawicznie te wspomnienia przenosi w przeszłość przez co trudno się nimi nacieszyć? a może ze mną coś się przez te lata stało? i zatraciłem umiejętność takiego pełnego cieszenia się z chwil, które mnie spotkały które za szybko zaczynam traktować jako przeszłość? nie wiem ale dziwnie się z tym czuję ...
wtorek, 29 listopada 2011
Krak!
w miniony piątek, wczesnym rankiem, pojechałem na dworzec by wsiąść do pociągu wcale nie byle jakiego dbając o swój oczywiście zbyt wielki bagaż i bilet w dwie strony ściskając w ręku aparat fotograficzny patrząc jak wszystko zostaje w tyle bo niestety miejsce okazało się być zwrócone przeciwnie do kierunku jazdy ale szczęście, że przynajmniej było w wagonie bezprzedziałowym i tak w weekend wybrałem się wreszcie nareszcie do Krakowa by przede wszystkim poznać na żywo Maxa i by zobaczyć samo miasto, do którego ciągnęło mnie już od lat dwa pełne dni, plus wcześniejszy wieczór i późniejszy poranek niezliczone kilometry przemierzone na piechotę przeplatane przejazdami niebieskimi tramwajami rozmowami na tematy wszelakie kontynuowanymi już w domu, w kuchni, bądź pokoju w których przewinęło się wiele ciekawych plotek i szokujących dla mnie informacji, od których aż szczęka opada cieszę się ogromnie, bo z mojej opasłej listy miejsc, zabytków, budynków, które chciałem zobaczyć udało się zaliczyć wszystkie, a nawet jeszcze więcej bo i Max dołożył jeszcze kilka swoich, bardzo ciekawych propozycji osiem godzin wędrówki jednego dnia, dziewięć następnego kilka setek zdjęć w wykorzystywanym co chwila aparacie który na jednej baterii by nie pociągnął i miliard dwieście wrażeń, aż ochłonąć po nich od razu nie sposób bo tyle się działo, widziało, mówiło, słuchało a i pogoda całe szczęście nam dopisała bo choć trochę nas wywiało na dwóch kopcach to jak na prawie początek grudnia, było wyjątkowo pogodnie lepszych warunków wymarzyć sobie wręcz nie mogłem największe wrażenie zrobił na mnie Rynek którego widokiem nie mogłem się wprost nasycić, wracając co chwila oraz Kopiec Kościuszki z którego rozciągał się widok na (prawie) cały Kraków najbardziej zadziwił mnie brak świateł na przejściach dla pieszych i teoretyczny brak dworca głównego z którego przeszliśmy do krakowskiego metra cieszę się również, że nie tylko dla mnie odwiedzanie niektórych miejsc było ciekawym doświadczeniem i pewne dawno nie widziane zakątki również i przewodnik dzięki tym spacerom mógł sobie odświeżyć dziękuję za okazaną cierpliwość: zdjęciową, jedzeniową, spacerową i przepraszam za ranne pobudki, szczególnie tą ostatnią, w dniu wyjazdu jeszcze raz Max, stokrotne dzięki! |